Styczniowo
2011-02-28 10:04:18
Po powrocie z Sylwestra, przyznaję, ciężko było wrócić do szarej, a raczej białej rzeczywistości. Jednak trzeba było ten Nowy Rok zacząć oficjalnie, w codziennych warunkach także.
A te warunki to nic innego jak uczelnia, praca, obowiązki. Przyjemności i wszelkie aktywności również, a jakże :)
Zaczęło się fajnie, 03.01, pierwszego dnia na uczelni już opuściłam zajęcia, aby móc się coś pouczyć na kolosa, którego jak się później okazało - można było pisać innego dnia :) Ech.. za to wieczorem, razem z Damianem wybraliśmy się na małą kolacyjkę do Zakątku, gdzie było miło i smacznie.
Następnego dnia po zajęciach wybraliśmy się z kolei na spacer - z uczelni aż na rondo grunwaldzkie.
W środę, po zajęciach i kilku godzinach pracy, razem z Amber poszłyśmy sobie na łyżwy - ja przy okazji rozdziewiczyłam swoją kartę multisportu :) Pośmigałysmy przez godzinkę, po czym wróciłam do domku :) W drodze powrotnej spotkałam w tramwaju kolege z liceum, który chyba nic się nie zmienił - opowiadał mi, że po 3 latach rozstał się z dziewczyną, z którą już mieszkał i z którą miał już wspólne.. (nie nie plany na przyszłość) łóżko i telewizor! I chyba naprawdę uważał to za bardzo ważne i przykre, że to łóżko i tv zostało u niej :) No ale po poworice do domu, ledwo sobie zdążyłam coś zjeść i co? Już jechałam z powrotem na łyżwy - jeden telefon od Brata wystarczył :) spontan! I fajnie, bo spotkałam wiele osób poza Miśkiem i Eweliną: Maćka, Gosię, Kulsztofa :) I też fajnie posmigałam. Bilans na koniec dnia? 2,5h na łyżwach za jedyne 4 zł :)
06.01 w czwartek, korzystając z dni wolnego (i święta 3 Króli) pojechałam sobie z Mamą odwiedzić Babcię w Tarnowie - fajnie - wyszło z tego stricte babskie spotkanie. Wieczorem pokechałam do Dominikanów, a wracając wstąpiłam do Kaś, gdzie posiedziałysmy chwilę, pogadałyśmy i pooglądałysmy zdjęcia z Sylwestrów :)
W piątek, 07.01 po pracy jechałam do Amber, gdzie razem miałyśmy się uczyć na kolosa z Prognozowania i Symulacji. Zaczęłyśmy od zrobienia sobie obiadku - rybki w sosie cytrynowym z warzywkami, po czym odpaliłysmy excela, Gretla i wzięłysmy się do roboty. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że w ciągu 4h zrobiłyśmy tlyko jedno zadanie składające się z 6 podpunktów i to wcale nie mając pewności, że jest ono zrobione dobrze.
Weekend też minął mi dośćnaukowo: w soobtę część referatu i dalej PiS, niedziela - tlyko PiS (i excel, Gretl..)
10.01 w poniedziałek - tak dla urozmaicenia nie poszłam do pracy, ani na islandzki, ani na zajęcia, tlyko co? Tylko uczyłam się PiSu i rozwiązywałam zadania jak szalona :)
11.01 we wtorek wieczorem wreszcie napisałam to kolokwium. nie obchodziło mnie to jak, ani czy dobrze - najważniejsze, że było już po wszystkim. Skądś jeszcze musiałam wykrzesać siły, aby podziałać z Karolem nad naszym referatem - zeszło nam chyba do 2. Ach te konsultacje przez gadu i maile!
W środę, po nawet udanym referacie, stwierdziłam, że najwyższy czas odreagować te wszystkie stresy i wieczorem, tym razem ze Stevn'em, wybrałam się na łyżwy - posmigałam tak, że już po 1h mnie nogi bolały :)
13.01 w cwartek - tak sobie napięłam grafik tego dnia, że aż się dziwie, że nie padłam nigdzie po drodze :) Najpeirw 8h w pracy, następnie 1,5h zajęć samoobrony na uczelni, później godzina islandzkiego, a na koniec jeszcze godzina na basenie AGHu.. uff :)
14.01 w piątek, po pracy poszłyśmy z Mamą do Le Premier zrealizować nasze prezenty, jakie otrzymałysmy od Miśka na Święta - manicure SPA z malowaniem. I muszę przyznać, że był to bardzo przyjemny zabieg - Miśkowi się udał prezent :)
Wieczorkiem jeszcze, tegoż samego dnia, pojechałam na uczelnię oglądać mecz siatkarek - niestety nasze przegrały 1:3 :/ Później mieliśmy iść z Damianem na coś do kina, ale jakoś tak wyszło, że nam się nie chciało, dlatego przyjechaliśmy obejrzeć coś sobie do mnie :)
15.01 w sobotę, miało miejsce wydarzenie - mianowicie ślub Izz i Maćka :) O 12:00 w USC odbyła się ceremonia, po której wraz z innymi zaproszonymi gośćmi udałyśmy się: ja, Doncia, Kaś na uroczysty obiad do zamku w Przegorzałach :)
Bardzo fajnie było i zabawnie, nawet mimo tego, że jakiś koleś poślizgnął się na posadzce, złamał sobie rękę i darł się przy tym wniebogłosy :) Po obiadku, dla chętnych już tym razem, było takie after party - małe wesele w Bacaracie :) Tzn no, małe jak małe - pobalowałysmy jakoś do 3 :) Śmiesznie było spotkać znajome osoby, których dawno człowiek nie widział :P
W niedzielę w ramach odsypiania i trzeźwienia uczyłam się statystyki pracy, gdyż następnego dnia miałam pisać (i pisałam) egzamin z tegoż przedmiotu :)
17.01 w poniedziałek po egzaminie, który poszedł całkiem nieźle, urządziłyśmy sobie z Amber ploty podczas wszystkich okienek, załapałyśmy się też na obiad razem z Tomkiem i Rafałem na naszej stołówce - nie ma to jak iść i coś zjeść na stołówkę pierwszy raz po 5 latach studiów :)
A po długim wykładzie z etyki poszłam z Damianem na spacer na Starowiślną :)
21.01 w piątek wieczorem, wspólnie z Damianem poszliśmy na koncert zespołu Hurts. Jako support występował Kamp! i chłopaki też dali radę. Za to Hurts zmiażdżyli system, zaczarowali wszystkich, którzy byli w studio - coś niesamowitego!
mam wielki niedosyt ich.. nadal :(
Kolejny weekend i dni to głównie nauka do kolejnych egzaminów i praca od czasu do czasu :)
Za to 29.01 kolejna większa impreza - tym razem BAL MAGISTRA.
Ok godziny 20:00 w Hotelu Fero Express rozpoczął się bal. W 4: ja, Damian, Natkka i Bartek zajęliśmy miejsca przy naszym stoliku nr 7, gdzie siedziało parę znajomych osób z roku.
Okazało się to dobrym wyborem, bo nie dość, że było mega śmiesznie to jeszcze prorektor ds studenckich walnął sobie z nami - jako z jedynym stolikiem - banieczkę :) No bo rektor to był przy każdym stoliku obowiązkowo :P Przy innych stołach też byli jacyś znajomi- Przemo np, który i tak często przychodził do nas :)
Naprawdę - dużo się pośmialiśmy, pojedliśmy, popilismy i porobilismy zdjęć :) Z imprezy wyszlismy jakoś przed 5 :P
Pamiętam, że w niedzielę jak już wróciłam do domu miałam mega zwolnione oborty :) ale co tam - czasem trzeba :)
31.01 w poniedziałek, korzystając z wolnego dnia od pracy, w ramach przerwy od nauki pobawiłam się coś tam z Bizkitem na polku. I właśnie wtedy odwiedził mnie Maciek, który postanowił wpaść na kawę przejeżdżając obok mojego domku :) Taki mały Prezent, z okazji imienin, które były dnia poprzedniego :) Miły akcent na zakończenie tego pierwszego miesiąca nowego roku! :)
Czekam na luty.. :)
skomentuj (4)