Panieński w Paryżu!
2011-05-16 01:38:40
Teraz, jak już jest po wszystkim, mogę śmiało wziąć się za opisywanie naszej wycieczki do Paryża:)
Niestety nie pamiętam kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach (to był Sylwester?) zrodził się ten pomysł, ale pamiętam, że myśl ta została przyjęta z wielką aprobatą i entuzjazmem :)
Otóż, w piątkę, a w zasadzie szóstkę (bo gdyby Gosia nie byłaby we Włoszech to na pewno pojechałaby z nami) postanowiłyśmy urządzić naszej przyjaciółce Sekułce - najlepszy panieński ever ;)
Wszelkie działania były objęte ścisłą tajemnicą. Nawet kiedy podczas swoich urodzin, w połowie lutego, Sekułka nieśmiało zaczęła temat swojego wieczoru panieńskiego chąc nie chcąc musiałyśmy ją zbyć. Do dziś pamiętam naszą dyskretną wymianę spojrzeń kiedy mówiła nam, że w ramach kawalerskiego chłopaki już wymyślili i zabierają jej narzeczonego nad morze. A my? Najlepsze przyjaciółki? No coż.. stwierdziłyśmy wtedy, że jeszcze jest dużo czasu i na pewno zdążymy coś wymyśleć ;) A bilety były już kupione od 31 stycznia, hostel był już prawie znaleziony ;P
Oficjalną informację o zabookowaniu hostelu na termin 31.03 - 02.04 dostałam od Kurki 23 lutego :) wtedy też poznałam formę i sposób w jaki nasza panna młoda dowie się o wyjeździe :)
Mianowicie.. wraz z początkiem marca, panna Katarzyna znalazła w pokoju list o takiej oto treści:
***
Nasza
Droga Katarzyno,
Do wesela
już dni płyną,
Stan
cywilny pora zmienić,
Zaraz
musisz się ożenić!
***
Lecz jak
zwyczaj nakazuje
Panna
młoda też świętuje
I w
ostatnie dni wolności
Bawi do
nieprzytomności!
***
Z tej
okazji przyszła żona
Czuje się
dziś zaproszona
Na
ostatnie swoje party
I to
wcale nie są żarty!
***
Więcej
nic Ci nie powiemy,
Kilka
wskazówek dajemy:
W ostatni
czwartek miesiąca
Czeka
impreza gorąca.
Wcześniej
trzeba się przygotować
by do
soboty nic nie planować.
Zabrać ze
sobą również należy
Kilka
sztuk szałowej odzieży.
Gotowa
być musisz o pierwszej godzinie
Nie po
południu, lecz gdy północ minie.
Podróż na
noc jest zaplanowana
Gdyż
liczne atrakcje czekają od rana.
Relaks
dla ciała jest tam przewidziany
Jak również
tańce, wódka i szampany.
***
Wszystko
co musisz wiedzieć,
masz już
napisane.
Czego tu
nie widać,
nie
będzie powiedziane.
Zabronione
bezwzględnie
są
wszelkie pytania
Za każde
z nich Cię czeka
wielka
karna bania!
***
Dla kochanej Sekułki
- Twoje przyjaciółki
(wszelkie prawa zastrzeżone przez autorkę wiersza - Karolę ;P)
Niestety nie wiem, jak wielkie było jej zdumienie, ale podejrzewam, że na pewno się ucieszyła, że nie zapomniałyśmy sobie o niej ;)
Na niecałe dwa tygodnie przed wylotem, zorganizowałyśmy małe konspiracyjne spotkanie organizacyjne w Metropolitanie :) Podczas niego zostały ustalone najważniejsze rzeczy w bardzo ogólnym zarysie :) No i nie pozostało nam już nic innego jak tylko odliczać dni do 31 marca :)
Parę minut po północy, w
czwartek 31.03 wyjechałam z domu i udałam się prosto na Kliny skąd miałam zgarnąć Madzię :) Później, już obie, pojechałyśmy na Sobieskiego gdzie miała dotrzeć Kasia i skąd mój Brat miał nas zawieźć na lotnisko do Katowic :) Bo panna młoda, jej świadkowa - Kurka oraz Owieczka miały dotrzeć na miejsce drugim samochodem.
Śmiesznie w sumie, bo to już drugi panieński w naszym gronie i drugi, na którym mój Brat ma ważne zadanie do wykonania :D
W każdym bądź razie, wracając do naszej wyprawy na podbój Paryża, to już o 4 musiałyśmy być w Katowicach, jako, że samolot startował o 6:10 :)
Gdy spotkałyśmy się na miejscu, mimo wczesnej pory, dało się odczuć podekscytowanie. W końcu nasza panna młoda, mimo, iż wiedziała już, że gdzieś będziemy lecieć, nie miała pojęcia, jaki jest nasz cel. Ależ była wielka radośc, jak otrzymała swój bilet i zoabczyła napis: PARYŻ! :)) Ja się przyznam, że też byłam podekscytowana - w końcu to miał być mój pierwszy lot samolotem :)
Zanim pożegnałyśmy się z Miśkiem, nastąpiło małe przepakowanie bagażu Sekułki i ruszyłyśmy na odprawę :) Po 6 samolot wystartował i po 2 godzinach już byłyśmy na miejscu. Szybko zakupiłyśmy bilet do autobusu, który miał nas zawieźć z Paryża Beauvais gdzieś do centrum miasta, abyśmy mogły się dostać do naszego hostelu :)
Udało się wszystko i to bez większego problemu. No dobra, może miałyśmy mały problem z biletami do metra, ale w końcu udało nam się zakupić bilety na 10 przejazdów (czyli plik 60 biletów :P), do których dostałyśmy też mapki Paryża i linii metra i autobusów :)
Nasz hostel, mieszczący się tuż obok końcowej stacji metra linii nr 4, nie był może jakiś wypasiony i duży, ale miał ten plus, że był w sąsiedztwie Mc'a i sklepików spożywczych :)
Od razu co zrobiłyśmy po zakwaterowaniu się to kawa z Mc'a, jakieś świeże bagietki i śniadanie + obczajanie planu na resztę naszego pierwszego dnia pobytu w stolicy Francji :)
Padło na Katedre Notre Dame i jej okolice, gdzie chwilę zabawiłyśmy,
most Pont Neuf i jakiś inny z kłódkami,
Moulin Rouge
i Muzeum Erotyzmu - w końcu panieński to panieński :P,
oraz Bazylikę Sacré-Cœur na szczycie wzgórza Montmartre :)
Wracając udało nam się zrobić jakieś zakupy żywieniowe i zrobiłyśmy sobie małą ucztę w pokoju :) Gadałyśmy, piłyśmy, gadałyśmy, jadłyśmy chyba do rana - nie pamiętam dokładnie, ale na pewno długo nie spałyśmy :)
Po przebudzeniu, śniadanku, kawie ruszyłyśmy na dalszy podbój. Tym razem postanowiłyśmy zacząć od Luwru :)
Obleciałyśmy to co chciałyśmy w jakieś 2,5h chyba,
odpoczywając przy Marii Magdalenie, gdzie o dziwo, szybko skończył nam się sprite a rozmowy toczyły się na przeróżne tematy ;)
Na terenie ogrodów Tuileries postanowiłyśmy zrobić dłuższą przerwę na drugie śniadanie: bagietki, camemberty i wino :)
Nabrawszy sił, ruszyłyśmy w dalszą drogę - Polami Elizejskimi, pod Łuk Triumfalny, a następnie na Wieżę Eiffel'a :)
Widoki były niesamowite, opłacało się stać w kolejkach :)
Wracając, w ostatniej chwili udało nam się dotrzeć do jakiegoś Cerfa tuż przed jego zamknięciem, żeby zrobić zakupy na kolacje i śniadanie :) a w pokoju co? znowu drinkowanie i pogaduchy do rana. Z tą tylko różnicą, że spałyśmy jeszcze krócej - właściwie dużo krócej, bo już ok 7:30 musiałyśmy być na lotnisku w Beauvais :) Ale co to dla nas.. wyszłyśmy z hostelu po 5, dojechałyśmy metrem do centrum, złapałyśmy autobus na lotnisko i jeszcze miałyśmy kupę czasu do odprawy :)
Ok 9:30 samolot wystartował i już wracałyśmy do Krakowa.
Było super! naprawdę mega! :) Ciekawa jestem, co wymyślimy na kolejny panieński - a następny ślub, Madzi, już za rok - w kwietniu 2012 :)
skomentuj (2)