Nadrabiamy - marzec!

2011-04-25 21:30:53

Jako, że przyszło mi do nadrobienia pół roku niepisania to postaram się ścieśniać i pomijać pewne rzeczy, albo inaczej - nie rozpisywać się zbytnio o pierdołach, chociaż to mi czasem nawet nieźle wychodzi :)

Wraz z nadejściem marca postanowiłam zacząć działać z moja pracą magisterską i założyłam jej plik na kompie - dziękuję! :)

Ponadto wciąż chodziłam na zajęcia i do pracy, albo raczej do pracy i na zajęcia. Na jakieś imprezy też od czasu do czasu - gdyby tak nie było, nie byłabym sobą, nie przesadzajmy zatem! :)

03.03 w czwartek był tłusty czwartek. Zaczęło się grzecznie - tylko 2 pączki w pracy :)
Wieczorem na Baby Shower u Izz poszły kolejne (już nie pamiętam ile dokładnie), a wraz z nimi chrust, piccolo i co ważniejsze konkurs dotyczący przyszłej Mamy no i nienarodzonego jeszcze Franka :) Dobrze, że startowałyśmy w nim tylko Don, Kaś i ja,


dzięki czemu załapałam się na najniższe miejsce na podium ;P


Fajnie było, śmiesznie bardzo i smacznie także :)


Po Baby Shower, udałam się prosto na kolejną imprezę- na szczęście zupełnie niedaleko bo do Fahion Time, gdzie było połączenie karnawału, ostatków i urodzin w jednym :) Urodziny Sekułki i jakiejś jej koleżanki :) Nas, jak zwykle pojawiła się spora ekipa :) i fajnie było :) Tzn no, do czasu, dopóki nie spotkałam jednego znajomego z liceum i dopóki nerwy i emocje nie wzięły góry u niektorych..
No coz.. troche trwalo zanim oboje z Damianem ochlonelismy ale jakos sie uspokoilo.
Jedyny zonk, że nastepnego dnia zaspalam do pracy, ale.. zostalo mi to wybaczone :)
Całe szczęście, że miałam siłę jeszcze kręcić na spinningu, na którym byłam z Gosią, bo czuje, że inaczej byłoby kiepsko ;)

05.03 w sobotę, po idealnym wypucowaniu Colta razem z Bartkiem i Damianem pojechaliśmy do Hali Wisły na koncert Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze :) miała być jeszcze Natkka, ale bidulka zachorowała :( a koncert i w ogóle cały występ był meeega! naprawdę, nie spodziewałam się, że będę zachwycona ludowymi pieśniami i tańcami, a tu proszę bardzo :) Po występie, pojechaliśmy z Damianem do niego i oglądnęliśmy sobie Black Swan :)

06.03 w niedzielę rano, wymyśliliśmy z Damianem spontaniczny wyjazd. Bęskid Śląski. Do Tresnej. W górki :) i tak też zrobiliśmy - zebraliśmy się dość szybko i po niedługiej jeździe byliśmy już na miejscu. Wystartowaliśmy i już za jakiś czas zdobyliśmy Kościelec (1019 m n.p.m.)



i Jaworzynę (1020 m n.p.pm.).


Wysoko to może bardzo nie było, ale widoki były boskie :)
Wracając zahaczyliśmy do jakiegoś zajazdu na obiad i do Wadowic na mszę :) po czym zadowoleni wróciliśmy do Krakowa :)

Następnego dnia spędziłam 4h w pracy, potem 4,6 na uczelni, a wieczorem jeszcze przez 4,5h siedziałam z Młodym nad jego ekonometrią :)

08.03 we wtorek, w Dzień Kobiet, po zajęciach, Damian zabrał mnie na spacer :) szliśmy sobie z uczelni przed siebie aż dotarliśmy na Starowiślną :) a jako, że jeszcze nie było lodów to zadowoliliśmy się pączkami stamtąd. Wcięliśmy je raz dwa, nim zdążylismy nawet dotrzeć do kładki :) W okolicach kładki - niespodzianka :) Telefon od Brata i jego szybkie podjechanie tam, wręczenie mi tulipanka i złożenie życzeń i .. w sumie tyle :)) szybko, miło, a przede wszystkim niespodziewanie :)
Ale i Damian miał dla mnie mał upominek - poza pączkami dostałam lizaka i czekoladki :)

Wieczorem z okazji kobiecego święta wybrałam się z Mamą do Park Innu na jakąś konferencję. Wysiedziałyśmy tam 2h, a jak gość, w towarzystwie 100 kobiet opowiedział krótki kawał: "Dlaczego kobiety żyją dłużej? Bo nie mają żon", to bez oporów wyszłyśmy - podobnie zresztą jak i inne babeczki :)

Na szczęście wieczór nie został całkowicie zmarnowany :) Barcelona wygrała 3:1 z Arsenalem - woo hoo! :))

09.03 w środę po zajęciach, razem z Amber poszłyśmy do Dominikanów na mszę z racji Środy Popielcowej, a później już sama wybrałam się do fryzjera :) i to nie na podcięcie samych końcówek, ale jednak trochę dłuższej części włosów - a co tam! :)
Wieczorem jeszcze naszło mnie na zrobienie porządków i oglądnięcie sobie "40 dni i 40 nocy" :)

Czwartek, 10.03, był bardzo aktywnym dniem. Najpierw 8h pracy, potem godzinny spinning z Gosią, a później jeszcze 1,5h na łyżwach z Amber :) da się? da się! :)

11.03 w piątek
po pracy, razem z Damianem wybraliśmy się do kina na Salę Samobójców - mocny film, to trzeba przyznać.

Sobota, 12.03
zaczęła się nie tak jak powinna. Najpierw okazało się, że nigdzie nie idziemy z Sekułką aktywnie podziałać, potem musiałam jechać do wulkanizatora, potem się jeszcze telefonicznie posprzeczałam z Damianem. No ale stwierdziłam, że kij. Tylko pół dnia było takie, że mamy jeszcze drugie pół dnia i że musi być lepiej :) poniekąd było :)

Najpierw spotkanie z Kaś i Don (i Oskarem) w Pergaminie i pogaduchy, pogaduchy, pogaduchy :) Następnie urodziny Borsa w Tfojej Starej i masa, masa znajomych z liceum :) dawno nie widzianych swoją drogą :) na widok niektórych, naprawdę można było odnieść wrażenie, że znów ma się te naście lat i jest się w liceum :) piękna sprawa! :)
No ale niestety, nie mogłam tam posiedzieć zbyt długo, gdyż tego wieczoru miałam jeszcze jedną imprezę - tym razem urodziny Bartka - też z liceum co prawda, ale już z klasy :) Razem z Damianem przekroczyliśmy próg Ulicy Krokodyli, gdzie było juz duuuuuuuuużo ludzi :) No i zaczęło się świętowanie, piwkowanie, drinkowanie, rozmowy, roszady, znowu rozmowy, prezenty itd :) I było super, naprawdę było super! ale niestety, znowu do czasu!
Wyszła jakaś pierdoła, za długie żegnanie się z najlepszym kumplem z klasy (?) i już awantura. Moja psychika nie wytrzymała - powiedziała dość! Siedliśmy z Damianem przy stoliku obok i zaczęliśmy rozmawiać. Może nie była to zwyczajna spokojna rozmowa, bo oboje byliśmy podenerwowani, coś tam też wypiliśmy, ale efektem tej rozmowy było zakończenie naszego prawie 3 letniego związku i zdecydowane wyjście Damiana z knajpy. Ja mogę jedynie podziękować moim kolegom i koleżankom za zajęcie się mną, rozmawianie o pierdołach, przeróżne drinki, opiekę i odwiezienie do domu :)

W niedzielę miałam takiego kaca, że hej! i czułam się okropnie, ale tylko fizycznie. Psychicznie było ze mną ok. Niestety samopoczucie nie pozwoliło na pójście na kocert Happysadu,. na który zresztą miałam zakupiony bilet - cóż.. trudno :( Za to nadrobiłam sobie parę odcinków mojego ulubionego serialu One Tree Hill :)

W poniedziałek, 14.03, po pracy, zajęciach na uczelni, sałatcegreckiej z Zakątka, spacerze z Amber nad Wisłą wybrałam się na rekolekcje do Dominikanów - pomogły :)

Następne dni to już same wieczorne spotkania.
We wtorek, 15.03, po zajęciach i pracy i spinningu z Gosią - spotkanie z Don i Kaś w Tajemniczym Ogrodzie na Kazimierzu i mega smiechawa, naprawdę! dawno takiej nie było :)

W środę, z kolei spotkanie z Grześkiem w Satori - też na Kazimierzu :) gorąca herbata i pogaduchy do 21 :) i równie fajnie :)

Czwartek, jak to w marcu bywało, był aktywnym czwartkiem :) Po południu spinning z Gosią, spotkanie Donci i Kaś, które szły na zajęcia po nas, a później łyżwy z Amber i Przemkiem :) a po łyżwach jeszcze piwo w Omercie i też przefajnie :)

W piątek z kolei sptokanie kosnpiracyjne z dziewczynami :) i obmyślanie szczegółów dotyczących wieczoru panieńskiego Sekułki ;)

W sobotę, 19.03, przyjechała do nas rodzinka z Tarnowa :) Babcia, Ciocia, dzieciaki - wszyscy :) Nastąpiło wspólne zwiedzanie Łagiewnik, załapanie się tam na Mszę, a później obiad u nas :)
Wieczorkiem jak już pojechali do Tarnowa, w związku ze spotnaniczną akcją Amber, szybko się zebrałam i już jechałam na miasteczko AGH :) Okazało się, że Amberek kochany wyciągnął mnie na Stand-Up grupy Ad Hoc w Gwarku :) i cieszę się, że to zrobiła i że dałam się skusić. Panowie okazali się rewelacyjni, popłakałam się ze śmiechu, a najlepsze było na koniec, bo jak wychodziłyśmy to nam podziękowali za przyjście siedząc przy stoliku obok :))

W niedzielę, 20.03, już udało nam się z Sekułką wybrać gdzieś i poruszać. Padło na Aqua Park i LatinParty w nim :) naprawdę nastroiło mnie to mega pozytywnie - i wymęczyło chyba jeszcze bardziej :)
A wieczorem jeszcze spotkałam się z Kaś i Don na kawce w Bonarce :)

W poniedziałek wieczorem, zaczęłam aktywne poszukiwanie partnera na ślub Sekułki i Mateusza. No i coż..   pierwsza próba i pierwszy kandydat okazały się nieudane. Trudno.. szukamy dalej! :)

We wtorek, 22.03, po jednych ćwiczeniach i odwiedzeniu Mawis w pracy, poszłam do Sekułki odebrać swoje nowe zaproszenie na ślub :) później wróciłam na uczelnie, gdyż koleżanka z pracy była jedną z organizatorek konkursu o wdzięcznej nazwie INVENTURniej :) posiedziałam, posłuchałam, wygrałam koszulkę Radiofonii :)
a wracając do domu zostałam zaczepiona w tramwaju nr 9 przez kolesia, któremu wpadła w oko książka, któa miałam w ręce na temat skutecznego wywierania wpływu na innych :) śmiesznie :)
Na koniec dnia wybrałam się z Gosią na spinning i było fajnie mimo dwa razy puszczonego kawałka "Ain't no sunshine.." :) a później jeszcze do Sylwii na pogaduchy :) i wyszłam bogatsza o spodnie i bluzkę od niej :))

23.03 w środę, po zajęciach spotkałam się z Anią :) tradycyjnie poszłyśmy do Spokoju gdzie piwo lało się kolorowymi (bo z różnymi sokami) strumieniami i gadałyśmy i gadałyśmy i gadałyśmy :)
aż w końcu trzeba było się rozstać :(
Ja powędrowałam do Miśka, u którego zjadłam sobie zamówione przez nas sushi :)
A potem ruszyłam na uczelnie na mecz Elitesek w 1,8 finału :) spotkałam Polsona i też fajnie pogadaliśmy :)

Czwartek to standardowo już praca, wieczorny spinning, ale tym razem nie z Gosią, ale z Kaś i Don, a później łyżwy z Amber :)

W piątek po pracy miał być basen z Sylwią, ale wyszło jak wyszło, że poszłyśmy na frytki do Mc'a i kawę do Coffee Heaven :) pospalamy to innym razem ;P
I w ogóle Polarek dziś przyjechał do Polski - hurra! :))

27.03 w niedzielę postanowiłam się troszkę poopalać i zebrać pierwsze piegi - najwyższa pora! w końcu mamy już wiosnę! :)
Wieczorem natomiast, miało miejsce kolejne podejście w sprawie szukania partnera na ślub :) padło na Tomka :) Podjechałam, weszłam do mieszkanka, przedastawiłam propozycję i co? i nic! nie wiaodmo ;) Tomek ma wtedy jakiś wyjazd z rodzinką na długi weekend majowy i nie wie czy da się coś zrobić bo już wszystko ponoć załatwione. No cóż.. ustaliliśmy, że da mi odpowiedź za tydzień :)
W miarę z siebie zadowolona pojechałam do Kościoła do Dominikanów, gdzie akurat zaczynały się rekolekcje dla studnetów :)

28.03 w poniedziałek, po pracy w końcu udało mi się umówić z Polarkiem :) Spotkalismy się pod Sheratonem, zrobiliśmy sobie porządny spacer wzdłuż Wisły, kładką pod koronę, tam miała miejsce przerwa na Zapiekanki, potem znów wzdłuż Wisły na Starowiślną i na lody, potem dalej wzdłuż Wisły i na kawę na barce, potem do samochodu już i na plac wszystkich św. gdzie zostałam podwieziona :) Ale super było. Przez te 3h może nie zdążyliśmy się porządnie nagadać, ale zawsze coś tam nadrobiliśmy, posmialiśmy się sporo, trochę też powspominalismy :) ha! nawet mamy wspólne pamiątkowe zdjęcie na kładce ;)


Po tym spotkaniu, ja jeszcze wybrałam się na rekolekcje dla studentów do Dominikanów gdzie ksiądz Malina po prostu przechodził samego siebie :)

29.03 we wtorek, po pracy, znowu spinning z Gosią, a później jeszcze dodatkowo rekolekcje u Dominikanów z Maliną - w towarzystwie Amber i Gosi :) i fajnie, bardzio fajnie, coraz fajniej! :)

30.03 w środę, byłam w pracy po raz ostatni, gdyż od czwartku miałam już weekend. Długi weekend. Szalony weekend :) weekend, którego opis znajdzie się w kolejnej notce :)

skomentuj (0)


Strona główna