Lutowo
2011-03-05 20:11:24
Muszę przyznać, że najkrótszy miesiąc roku zaczął się dość etycznie, moralnie, odpowiedzialnie i takie tam. A to wszystko za sprawą egzaminu ustnego z etyki biznesu i mojej pilnej nauki do niego :)
Dokładnie 02.02 w środę po południu, właściwie już prawie wieczorem bo przed 18 ładnie odpowiedziałam na wszystkie zadane pytania i wyszłam z 4.5 w indeksie. Powiedzmy, że później w ramach małego świętowania (bezalkoholowego) pojechałąm na Mazowiecką spotkać się z Grześkiem :) Fajnie pogadaliśmy, a ja przed 22 wróciłam do domku.
Następnego dnia nastąpił mój posesyjny powrót do pracy. A tam co? Od razu fucha wysyłania na 2 faksy :) Jednak byłam dzielna i podołałam! A po 8h tej jakże ciężkiej pracy jechałam już na Grzegórzki. Najpierw do Sekułki na pyszną zupę, a później już razem na łyżwy pod Halę Targową :) Pośmigałysmy tak, że ni hu hu :) no i pogadałyśmy sobie przy tym obowiązkowo - a jakże! :)
04.02 w piątek, po paru godzinach pracy, wynikach z egzaminu z prawa (ufff 3.0 jest) wybraliśmy się z Damianem do AquaParku na basen. Coś tam popływaliśmy, poodbijaliśmy sobie w siatkę, a później poszliśmy do Dominium na pizzę :) Bardzo fajnie i sympatycznie było.
Wieczorem jeszcze pojechałam do Izz, gdzie wszystkie cztery: Kaś, Don, Izz i ja miałyśmy mieć babski wieczór :) no i był :)
A w sobotę, 05.02 o 18:00 na hali sportowej na uczelni AZS Eliteski Skawa grały z jakąś drużyną, którą rozgromiły 3:0 w setach :) I mecz ledwo się rozpoczął i już się skończył, więc zdążyliśmy jeszcze z Damianem pojechać do niego, oglądnąć parę odcinków Whose Line Is It anyway? i już jechaliśmy na Rynek, gdzie w Błędnym Kole Młody organizował swoje 24 urodziny :)
Fajnie było. Sporo się nas spotkało,
pogadaliśmy, popiliśmy, potańczyliśmy :)
I jakieś zdjęcia też są!
Jak na fakt, że nic nie piłam - bardzo mi się podobało :) Na koniec jak już się zbieraliśmy to zaczęły się nieśmieszne dla wszystkich żarty i akcje. No, ale tak to widocznie bywa jak się ma odwozić 4 chłopaków do domów :) Czy 3 bo nagle jeden z nich zrezygnował z transportu, mimo, iż miał go obiecanego :) A później w trakcie odwożenia reszty osób dzwonił, że ktoś tam coś chciał od niego i że tel mu rozwalili... Cóż miałam zrobić? Wysadziłam 2, którzy pozostali i pojechałam sprawdzić czy z tamtym wszystko w porządku. Zajechałam, pogadaliśmy w samochodzie prawie do 5 (czyli dobre 3h), po czym na koniec dowiedziałam się, że nikt nic od niego nie chciał, a telefonem sam rzucił o ziemię bo był zły na mnie.. yyy - no comment!
Pamiętam, że w niedzielę po przebudzeniu się, nie dość, że nie byłam w stanie porobić nic konstruktywnego to jeszcze nie mogłam uwierzyć w to co się stało :/ (albo odwrotnie)
07.02 w poniedziałek na szczęście humor mi się poprawił, bo na egzaminie z PiSu okazało się, że koleś jednak uwzględnił listę, którą puścił raz jeden na wykładzie i przepisał osobom znajdującym się na niej, ocenę z ćw :) Dzięki temu mam 4,5 z PiSu bez pisania - woo hoo! szaleństwo :)
08.02 we wtorek - kolejny egzamin - tyle, że tu na szczęście pytania mi siadły :)
10.02 w czwartek - ostatni egzamin. A po południu łyżwy z Damianem pod Halą. Po nich spacer na Kazimierz, zapiekanki od Endziora i powrót do domku.
11.02 w piątek po pracy pojechałam na umówione od dawna spotkanie z Sylwią :) miało być krótkie, ale wyszło jak wyszło, że potrwało aż do 22 jakoś :) I znów pożyczyłam od niej książkę, tym razem "Wywieranie wpływu na innych" - zapowiada się ciekawie :)
W sobotę po południu wybrałam się do Damiana, gdzie oglądnęliśmy sobie Mr Nobody, a po powrocie do domku oglądnęłam sobie jeszcze 7 Pounds przy winku, oliwkach i camembercie - bo tak najlepiej :)
13.02 w niedzielę, znów wybrałam się z Mamą do Tarnowa i znów wyszło, że było to babskie spotkanie. Po powrocie udało mi się w końcu dotrzeć do Dominikanów na 19stkę, a zaraz po niej odwiedziłam Tfoją Starą, gdzie odbywał się koncert ClockMachine, zespołu, w którym gra brat Damiana. Fajnie grali chłopaki :)
14.02, po powrocie z pracy zostałam wieczorem mile zaskoczona. Przyjechał Damian z różą, winkiem, sushi i bagietkami :) Włączylismy sobie Charliego St. Cloud i spędziliśmy b. miły wieczór - jak na Walentynki przystało :)
16.02 w środę po pracy, spontanicznie wybrałam się z Miśkiem do Czeladzi. Nie bardzo wiem po co dokładnie, ale wróciliśmy z dwoma parami butów :)
17.02 w czwartek, wielka misja w pracy. Otwieranie biura i pół dnia jako koordynator pracy swojej i dwóch najmłodszych stażem koleżanek. Na szczęście tylko do południa - na szczęście, bo jak już ok południa wróciła inna koleżanka to u mnie nastąpił wielki spadek formy - dostałam tak bolesny okres, że musiałam trochę poleżeć na biurowej kanapie :) Po 1,5h ból jednak ustał i wróciłam do siebie (i do pracy :P). Niestety, wszystkie popołudniowe i wieczorne plany wzięły w łeb :(
18.02 w piątek z samego rana źle zaczął się mój dzień - jadąc samochodem do pracy wpadłam w mały poślizg i zrobiłam 180 stopni - na szczęście nic się nie stało, ale uwierzcie, że obudziłam się momentalnie :) Za to po pracy, w ramach relaksu udałam się na zabieg SPA, który wygrałam w małym konkursie Le premier. Mmm.. i taki jeden zabieg sprawił, że cały mój dzień był już do samego końca jak najbardziej udany :)
W sobotę wieczorem, razem z ludźmi z klasy spotkalismy się u Rafała, aby świętować jego świeżo obroniony tytuł INŻYNIERA! wielkie gratulacje w tym miejscu :) Było przefajnie. Coś tam pilismy, jedliśmy. Śmiechu też było sporo. Panowie (głównie) grali na Play Station Move i generalnie jakoś chyba aż do 2 posiedzieliśmy z Damianem. Chociaż jak wychodziliśmy to impreza jeszcze trwała :)
W poniedziałek, 21.02, zaczął się nowy semestr - ostatni już :(
Rano poszłam do pracy na parę godzin, później na zajęcia a wieczorem pojechałysmy (ja, Sekułka, Kurka i Offca) do Kasi świętować minione urodziny Sekułki, pogadać i przy okazji oglądnąć zdjęcia ze ślubu i z pleneru Kasi i Roberta :)
Tak szybko minął nam czas, że dopiero ok północy zaczęłyśmy się zbierać do domów, tzn do samochou bo ładnie poodwoziłam dziewczynki do ich domów :)
We wtorek 22.02, miał miejsce mój pierwszy raz.. jeśli chodzi o zajęcia spinningu, na które wybrałam się razem z Gosią ode mnie z pracy (pozdrawiam z tego miejsca bardzo serdecznie - zgodnie z umową :P). Powiem Wam, że taki spinnning to bardzo fajna sprawa i nawet jak na pierwsze zajęcia nie zmęczyłam się zbytnio, ale to zapewne dlatego, że skupiałam się głównie na utrzymaniu stałego tętna :)
23.02 w środę, po wpisach wybrałam się z Amber na małe zakupy :) Tzn. małe jak małe - nabyłąm dwie pary spodni co następnie uczciłyśmy gorącą czekoladą w Nowej Prowincji :) i fajnie!
W czwartek, 25.02 wieczorem, chcieliśmy iść z Damianem na wystawę zdjęć JEDEN UŚMIECH, ale pech chciał, że tam gdzie akurat była główna ekspozycja, miała miejsce jakaś uroczysta kolacja (?). No trudno. Zamiast tego poszliśmy do Omerty na jakieś piwka Ciechana i jak się okazało rozmowy z barmanami na temat spinningu :) A później, już zgodnie z planem do Opium na małą imprezę posesyjną + urodziny Agatki :) Na koniec znów robiłam za szofera :)
26.02 w sobotę, wraz z Damianem, Natkką i Bartkiem wybraliśmy się do NCKu na jakąś pogadankę p.poż, a co ważniejsze - występ kabaretu OTTO, który miał miejsce zaraz po niej. Oj chłopaki nie wyszli z wprawy! Dawali czadu :) A na koniec można było sobie kupić ich płytkę DVD, zgarnąć autograf lub zrobić sobie zdjęcie. Wybrałam wszystkie 3 opcje :)
Później jeszcze dotarliśmy z Damianem na iminieny jego taty, gdzie wytańczyłam się z Zuzią grając w Wii :)
W niedzielę, 27.02 po południu poszłam sobie na łyżwy - sama, a co! Później do Dominikanó z Damianem, a na koniec razem z Sekułką, Matim, Kurką i Chmurem do kina na Wojnę Żeńsko-Męską. Wojnę, na której nikt nie zginął, mimo iż z nudów umieraliśmy prawie wszyscy.. :)
Byle do marca! :)
skomentuj (5)