Kwiecień plecień, ło ho ho ho ! :)
2011-05-22 13:08:27
Najwyższa pora sięgnąć pamięcią wstecz do kwietnia, gdyż niewątpliwie w tym miesiącu miało miejsce baaaaaardzo dużo wydarzeń :)
Zaczęło się już od tego, że po powrocie z Paryża, w sobotę 02.04, byłyśmy z dziewczynami tak przyzyczajone spędzać dni i wieczory razem, że postanowiłyśmy już tu w Krakowie, na miejscu spotkać się u Sekułki :) Winko poszło, kalorie pospalałysmy śmiejąc się ciągle i ok 3 zakończyłyśmy babską imprezę :) Więc niedzielę zaczęłam w wyśmienitym humorze :)
Moja radość i euforia wzrosła, kiedy 03.04 dostałam odpowiedź od Tomka, że postanowił przystać na moją propozycję i towarzyszyć mi na ślubie Sekułki i Mateusza, rezygnując ym samym ze swojego rodzinnego wyjazdu na dłuugi weekend - kochany! :))
Tego dnia nie liczyło się już nic - byłam meeega szczęśliwa :) aż popołudniu razem z Kaś, Don, Izz i Maćkiem poszliśmy na wiosenny spacer :)
W tygodniu ciągle chodziłam to do pracy, to na zajęcia, to do pracy i na zajęcia ;) ale także na spinning z Gosią, czy na łyżwy z Amber :)
W środę, 06.04, po zajęciach podziałałam wspólnie z Natkką załatwiając sprawy w mieście: oddanie Kasi pendrive'a, tatuaż Natkki, moja sukienka na ślub - mam ją, mam ją, mam! :)
później wizyta na uczelni, a na koniec już w towarzystwie
Donci i Kaś - wizyta u
Izz (i
Franka ;P)
Na miłe zakończenie dnia Barcelona wygrała mecz z jakimś zespołem 5:1 ! :))
W
piątkowy wieczór, 08.04, miała miejsce niespodziankowa impreza powitalna
Jarka, który wrócił na stałe z Belgii :) Może nie byłam długo, ale fajnie było, miło! no i niespodzianka - co najważniejsze - się udała! :)
09.04 w sobotę, po wysprzątaniu całego domu, zrobieniu zakupów u
Jaśka w Decathlonie, pojechałam po
Natkkę, gdyż tego dnia miała mnie odwiedzić - czyli po prostu miałyśmy wypić jakieś wino, i pogadać pogadać i pogadać :) Po wspólnych zakupach w Bonarce, jak przyjechałyśmy do mnie i zaczęłyśmy gadać, tak skończyłyśmy dopiero ok 5 nad ranem - szaleństwo! :)
10.04 po odwiezieniu
Natkki na Grzegórzeckie, ja ruszyłam dalej na Wiosenne Przewietrzanie, które co prawda zaczęło się o 11:00 i to na Błoniach. Ale nic to.. w końcu udało mi się dotrzeć nad Bagry, gdzie byli jeszcze jacyś ludzie, m.in.:
Mawis, mój Brat i reszta znajomych Miska :) ale udało się nawet na jakieś pamiątkowe kameralne zdjęcie załapać ;P
Wieczorem, jako, że jeżdżenia Coltem najwyraźniej było mi mało, pojechałam z
Mamą na mszę do Dominikanów :)
12.04 we wtorek, po pracy, po spinningu z
Gosią, pojechałam na uczelnie na Wagabundę, na którą szłysmy razem z
Amber. A wszystko dlatego, że było o Islandii, a my przecież coś tam się uczyłysmy tegoż języka :) i dobrze, że pojechałam po fajnie było, a zdjęcia były nie-sa-mo-wi-te! :)
14.04 w czwartek, znów miał miejsce kolejny intensywny dzień. Najpeirw praca, szybki powrót do domku, spinning z
Gosią, a później łyżwy z
Amber - i jak się okazało także
jej kolegą Piotrkiem :) aaaaj pośmigaliśmy! :))
15.04, w piątek wieczorem, odbył się panieński
Sekułki - tak tak, to jej drugi panieński. Tym razem standardowo już w knajpie, w większym żeńskim gronie, z fachowym cateringiem :) Obowiązkowo z nas każda miała mieć obcasy - bez nich nie było wstępu ;)
Po powrocie z pracy i szybkim zrobieniu z
Mamą tiramisu, odstrzelona w małą czarną i obcasy pojechałam z
Tatą po
Kurkę. Zgarnęliśmy
Karolę wraz z kanapkami i pojechalismy na Rynek. W boom bar rushu elegancko się rozłożyłysmy, tiramisu poszło do lodówki, wszystko zostało przygotowane, nie pozstało nic innego jak czekać na pannę młodą i zaczynać zabawę :) Jak już przyszła, rozkręciłyśmy imprezę, polał się alkohol, kanapki poznikały, tiramisu też szybko poszło :)
Śmiesznie bo spotkałam przypadkiem
Precla, a z kolei
świadek Pana Młodego przyszedł do knajpy i w imieniu swoim i przyszłego męża - postawił nam flaszkę, żebyśmy się nadal tak dobrze bawiły :P no mistrzostwo! :) Jednak w Boom Bar rushu zabawiłyśmy tylko do 3, ale że nie miałyśmy jeszcze zamiaru kończyć tej imprezy to ruszyłyśmy dalej w drogę :)
Padło na Cień. Zostało nas też już tylko 6 chyba, ale nic to :) udało nam się - po chwilę trwającej dyskusji z selekcjonerem ;P - wejśc do środka i coś tam się nawet pobawić :)
Ale i tak największy fun miałyśmy już po wyjściu, kiedy to czekając na przyjazd taxówek, ubrałyśmy
Sekułkę w prezentynę! hell yeah! :) W domu byłam nad ranem, ok 5 czy 6 - ale zdecydowanie warto było! :D
18.04 w poniedziałek, po pracy, zajęciach, egzaminie, moja kochana
Amber ruszyła ze mną na poszukiwanie butów pasujących do mojej weselnej kreacji :) No i udało się! zakupiłam piękne jasne szpilki! hurra! :)
19.04 we wtorek, po pracy miał miejsce obiad (kolacja?) świateczna z Taxusem, firmowa znaczy się :) Standardowo pod Baranem, standardowo rybka, standardowo nawet spoko :P A wieczorem próbny make up weselny u
Donci ;P
20.04 w środę, z okazji świąt na uczelni były rektorskie dzięki czemu nie miałam zajęć, dzięki czemu z kolei, mogłam iść do pracy na całe 8h :) szybko po pracy skoczyłam dokupić sobie jasny żakiecik do mojej sukienki, a później na przedświąteczne spotkanie szlachty :P Najpierw z samym
Młodym poszliśmy na lody na Starowiślną i spacer nad Wisłę, a potem z Ronda Grunwaldzkiego zgarnęliśmy
Juszcza, Łapę i Sylwię i pojechaliśmy na Kurdwanów bo tam szlismy na pizzę i piwko do Extrimma :) Tam na miejscu dotarł do nas jeszcze
Maciek i Rafał. Brakowało tylko
Ani i Tomka.. no nic - może nasepnym razem uda się nam spotkać w pełnym składzie :) Mimo to, fajnie było :)
21.04 w czwartek, nie ma lekko - znowu praca. Nie dośc że na 7:30 to jeszcze z misją otwierania biura, to jeszcze tylko z
Jolą wśród teczek do uzupełniania. Ale jakoś nam zleciało te 8h i było nawet dość wesoło :)
Od razu po pracy wybrałam do Redemptorystów do świątecznej spowiedzi i fajnie bo znów udało mi się trafić na duszpasterza akademickiego siedzącego w konfesjonale :)
22.04, piątkowy dzień rozpoczęłam od wyprawy rowerowej. Razem z
Jaśkiem umówiliśmy sie na rekreacyjne smiganie. Tyyaa rekereacyjne. Ruszając spod siłowni w Swoszowicach, przejechaliśmy przez Kliny, potem Ruczaj, na Skałki Twardowskiego, gdzie obowiązkowo była jazda w terenie, potem Kapelanką do mostu Grunwaldzkiego i pod Wawel, Plantami, potem na Błonia i Salwator, następnie przez Park Dębnicki do Łagiewnik, Zakopianką, Kąpielową i do domu.. uuuf :) było męcząco, ale za to śmiesznie i bardzo pozytywnie :)
Nie mam pojęcia jakim cudem miałam jeszcze po powrocie siły na mycie balkonów, ale zrobiłam to :) I to tak szybko, że zdążyłam się jeszcze później poopalać, a potem jechać do Redemptorystów na msze, a na koniec dobiłam rolkami z
Miśkiem na Błoniach, gdzie w ogóle spotkałam
Potusia, który praktycznie we mnie wjechał :D Śmiesznie - jakiś taki długi ten dzień i dośc aktywny, ale lubimy tak! :)
23.04 w sobotę, typowo świątecznie pojechałam z
Mamą do święcenia, upiekłam sernik, zmieniłam sobie koła w samochodzie i w ogóle umyłam Colta, poopalałam się trochę, zrobiłam z
Mamą sałatkę gyros. Wieczorem spontanicznie przyjechał
Młody, pewnie na sernik ale też pogadać chwilę przy okazji :) a tuż przed snem oglądnęłam sobie film The Rebound, który polecam wszystkim! :)
24.04 niedziela wielkanocna tradycyjnie już spędzona w Tarnowie :)
25.04 lany poniedziałek spędzony na balkonie, potem z dziewczynami u
Izz, potem msza z
Donką w kościele Matki Boskiej Śnieżnej (nawet nie wiedziałam, że mamy taki kościół w Krakowie), a na wieczór niespodzianka - krótka rozmowa po latach z
Maćkiem Kwietniem :P
26.04 we wtorek, po pracy pojechałyśmy z
Gosią na spinning, a po nim szybka akcja, znowu niespodziankowa, z okazji wczorjaszych urodzin
Amber. Mało osób nas było, ale i tak się udało! preclowy tort- mistrzostwo, oraz siedzenie w milczeniu w Ciszy też bezcenne :))
27.04 środa - niby zwykły dzień, ale dla mnie taki mały debiut, gdyż po raz pierwszy wybrałam się do pracy na rowerku - hell yeah! :) aaaaa no i jeszcze tego dnia Barca wygrała z Realem 2:0 :P
28.04 czwartek - od tego dnia oficjalnie jestem w play, jakby ktoś coś chciał :P
Wieczorem, po pracy, spotkałam się pod pocztą z dawno nie widzianym już,
Tomaszem Si Ejcz :) zrobilismy sobie spacer nad Wisłą, gdzie spotkaliśmy
Łapę z Sylwią :) Fajnie było, bardzo :) na koniec odwiozłam go na jakąś imprezę pod koronę i wróciłam do domku :)
29.04 w piątek, wzięłam sobie wolne w pracy aby na spokojnie załatwić sprawy związane ze ślubem
Sekułki i Mateusza oraz jakoś się też zdążyć przygotować do niego :) Ostatnie zakupy niezbędnych rzeczy typu: kupony lotto, pończochy, kartka pamiątkowa i takie tam inne pokrewne :) Poza tym fryzjer, manicure - sami wiecie :D
No i
30.04 wielkie wydarzenie - ślub mojej najlepszej przyjaciółki, którą znam od dziecka. Bez kitu, czułam się trochę jakby to był mój własny ślub - śmiesznie :) Do Kościoła, pojechalismy z
Tomkiem wraz z
moimi rodzcami, którzy też postanowili się wybrać na tą uroczystość.
Po mszy i życzeniach, w ogormnej ulewie, jechaliśmy już z
Jarkiem i Anią w stronę Zielonego Dołu :)
aahh, samo wesele było mega! jedzenie pyszne, miejsce piękne,
tańce do rana! goście też super - sami najbliższi i znajomi praktycznie :)
Alkoholu też nam nie brakowało - chociaż niektórzy i bez niego śpiewali- taki np toast na rozpoczęcie wieczoru :P
ha! i polonez ok 4 nad ranem z najwytrwalszymi :P to było mistrzostwo :))
Razem z
Tomkiem, bylismy ostatnimi goścmi, którzy opuszczali Zielony Dół, ok 7 rano jakoś :)
Wracając usnęłam już w samochodzie, potem dokimałam u
Tomka i dopiero ok 11 przyjechał po mnie
tata, zawiózł do domu gdzie znów poszłam spać :)
Gdzieś w trakcie tego wesela zaczął się maj, ale o tym już będzie w następnej notce jakiejś :)
skomentuj (7)